BIBLIOTEKA INTERNETOWA Strażnicy
BIBLIOTEKA INTERNETOWA
Strażnicy
polski
  • BIBLIA
  • PUBLIKACJE
  • ZEBRANIA
  • Nasze dzieci dziedzictwem od Jehowy
    Strażnica — 1980 | nr 1
    • na znak [przypomnienia], nosić w formie opasek [filakterii] między oczami. (...) słowa te mają znaczenie przenośne i wskazują na nieustanne przestrzeganie przykazań Boskich”.

      Traktowanie dzieci jako dziedzictwa od Jehowy wymaga prowadzenia z nimi systematycznych rozmów oraz pouczania ich przez ciągłe powtarzanie (‛wpajanie’) im myśli Bożych zanotowanych w Piśmie Świętym. Czy nie uważacie, drodzy rodzice, że przydałaby się pewna pomoc do takiego wychowywania „w karności i podług wytycznych” opartych na Słowie Bożym? Jeżeli tak, to zechciejcie starannie przemyśleć biblijne zasady i zaczerpnięte z życia przykłady przedstawione w następnych artykułach.

  • Czego młodzież oczekuje od rodziców
    Strażnica — 1980 | nr 1
    • Czego młodzież oczekuje od rodziców

      KAŻDY dorosły człowiek był niegdyś młody. Wszyscy rodzice dorastających dzieci sami byli w takim wieku. Dorośli powinni zatem rozumieć kłopoty i zmartwienia, które gnębią młodzież. Nazbyt często jednak rodzice nie pamiętają o problemach, jakie mieli w latach młodzieńczych, i nie okazują dzieciom wyrozumiałości. Pewien dziadek tak wspomina swoje przeżycia:

      „Kiedy jeszcze byłem dzieckiem, nieraz mówiłem sobie, że dyscyplina utrzymywana w rodzinach bywa za ostra i w dodatku krzywdząca. Myślałem wtedy, że gdy dorosnę i doczekam się własnych dzieci, będę je wychowywał w duchu miłości, będę je wysłuchiwał i odwoływał się do ich rozsądku.

      „Osiągnąwszy ten etap życia, stwierdziłem, że człowieka mającego rodzinę z różnych stron naciskają liczne potrzeby. Praca zarobkowa absorbowała mnie przez długie godziny, więc niewiele widywałem się z dziećmi. A gdy już spędzaliśmy jakąś chwilę razem, szybko traciłem cierpliwość i popadałem w rozdrażnienie.

      „Nim się obejrzałem, dzieci dorosły. Zostałem dziadkiem i mam teraz całkiem inne usposobienie niż wtedy, gdy sam musiałem troszczyć się o rodzinę. Znajduję czas na zabawę z wnukami i sprawia mi to przyjemność; nieraz gotów jestem ich bronić, gdy popadną w tarapaty, bo czuję, że rodzice są zbyt surowi i brak im wyrozumiałości. Często myślę sobie: Ach, gdybyż rodzice potrafili się zdobyć na tyle cierpliwości i tolerancji, ile ich mają dziadkowie!”

      Rodzice nierzadko zapominają o tym, że jest zjawiskiem normalnym, gdy podrastający potomek daje znać, iż jako odrębna jednostka ma swoje indywidualne potrzeby. Jeśli tego nie rozumieją, powstają problemy. Pewien duchowny, który się zajął kłopotami młodocianych, relacjonuje, że do wielu z nich zwrócił się z pytaniem: „Czego przede wszystkim oczekujesz od swoich rodziców?” Prawie w każdym wypadku odpowiadali:

      „CHCĘ, ŻEBY MNIE ZROZUMIELI”

      Piętnastoletnia dziewczyna wyraziła to pragnienie słowami: „Mam dobrych rodziców, ale wolałabym, żeby przestali mnie uważać za małe dziecko. Wciąż jeszcze traktują mnie, jak gdybym była w trzeciej klasie. Marzę o tym, by mnie zrozumieli i mi zaufali”. Życzeniem jej było, aby ze względu na wiek zmieniono niektóre z obowiązujących ją przepisów.

      Dążenie do zdobycia większej swobody jest prawidłowym objawem wzrastania ku dojrzałości, choć wielu rodzicom trudno jest pogodzić się z tym faktem. Dziecko od początku zdane było na nich i od nich zależne, a im sprawiało to radość. Teraz ich kilkunastolatek się zmienia — zamiast całkowitego podporządkowania wolałby w większym stopniu oprzeć się na własnych siłach. Taka zmiana postawy nie jest sama w sobie zła. Ten i ów w stosunkowo młodym wieku zaczyna patrzeć na świat oczyma osoby dorosłej. Biblijnym przykładem tego jest król Jozjasz. „Chociaż jeszcze był młodzieńcem [miał około 15 lat], zaczął szukać Boga swego praojca Dawida”. Potem w wieku 25 lat podjął energiczną akcję wymierzoną przeciw fałszywemu kultowi, który się rozwinął za poparciem jego ojca. Młodzieniec ten miał możność samodzielnego podejmowania decyzji. Czy młodość odbiła się ujemnie na jego postawie i działalności? Bynajmniej! (2 Kron. 34:1-8). W podobnym wieku był Dawid, gdy dopytywał się o okoliczności walki z Goliatem; kierowały nim niewątpliwie dobre pobudki, chociaż jego starszy brat źle je zrozumiał (1 Sam. 17:26-28).

      Ponieważ jednak taki młodzian nie jest jeszcze dorosłym, nie wszystkie jego pragnienia są dojrzałe. Potrzebuje na przykład czasu na zabawę. Potrzeba mu zrozumienia ze strony rodziców, że jeszcze rozpiera go energia, gdy oni już myślą o odpoczynku. Młodzież lubi towarzystwo. Jeżeli rodzice nie zaspokoją tej potrzeby, dzieci same poszukają kolegów i mogą znaleźć takich, którzy ojcu i matce nie przypadną do gustu.

      Młodzi na ogół chętnie przebywają w swoim gronie. Ponieważ przebieg niektórych takich spotkań pozostawia wiele do życzenia, rodzice mogą uznać, żeby lepiej nie puszczać tam swoich dzieci. Całkowity zakaz utrzymywania kontaktów towarzyskich mógłby wszakże spowodować u nich przygnębienie i upadek na duchu (Kol. 3:21). Jeżeli sami rodzice urządzają spotkanie młodzieżowe, mają prawo skontrolować listę gości i czuwać nad tym, co się dzieje, a tym sposobem unikną wielu problemów. Program opracowany przy współudziale młodych umysłów tym bardziej przyczyni się do tego, że impreza będzie udana.

      Kiedy dorastający człowiek popełni błąd i napyta sobie biedy, niczego bardziej nie potrzebuje niż odniesienia się do niego ze zrozumieniem. Rodzice dobrze zrobią, gdy się zastanowią nad swoją młodością i przypomną sobie uchybienia, jakich się dopuścili z powodu młodzieńczego braku doświadczenia. Łatwiej wówczas oprą się pokusie do zbyt gwałtownej reakcji lub nadmiernej krytyki. Skoro pragną, żeby syn albo córka w razie kłopotów zwrócili się do nich, muszą przez odpowiednie traktowanie mniejszych potknięć zdobyć ich zaufanie.

      Jeżeli błąd jest wynikiem zwykłej lekkomyślności, rodzice powinni podejść do sprawy z dużą życzliwością i rozwagą. Należy dołożyć wszelkich starań, aby wyjaśnić, w czym tkwiło zło i jak go na przyszłość unikać. Natomiast nie trzeba mówić sprawcy, że on sam jest zły.

      A jak mają się zachować rodzice, gdy ich potomek znajdzie się w prawdziwych opałach na przykład z powodu poważnego naruszenia dyscypliny szkolnej albo zainteresowania się nim policji, gdy wda się w zażywanie narkotyków lub wykroczy przeciw moralności? Rodzice mogą liczyć na to, że dotychczasowe wysiłki wychowawcze zapobiegną takiemu rozwojowi sytuacji. Ale przypuśćmy, że jednak do tego doszło. Właśnie wtedy młodociany najbardziej potrzebuje pomocy i umiejętnego pokierowania nim.

      Problem tego rodzaju stawia rodziców w bardzo kłopotliwym położeniu. Powiadają zwykle: „Czyżbyśmy popełnili jakiś błąd?” Często grożą swej samowolnej latorośli i ją potępiają, co raczej wzmaga opór i utwierdza ją w obranym postępowaniu. Jehowa okazywał wyrozumiałość i gotów był przebaczać swemu ludowi, gdy ten odchylił się od właściwych wytycznych. Podejmował inicjatywę i nawiązywał z nim kontakt, proponując mu pomoc mimo obciążenia ciężką winą. „Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! — mówi Jahwe. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją” (Izaj. 1:18).

      Od potraktowania młodego człowieka w tych krytycznych chwilach może zależeć jego przyszłość. Nie mówcie i nie czyńcie niczego, co by mu utrudniało powrót do was na wzór „syna marnotrawnego”, który wrócił do swego ojca. Rodzice nie powinni nigdy rezygnować z ratowania swego potomstwa, dopóki mają nad nim pieczę. Bądźcie cierpliwi. Okazujcie miłosierdzie. Wzorujcie się pod tym względem na zaletach Jehowy (Jak. 2:13; 2 Piotra 3:9, 15; Łuk. 15:11-24).

      UZNANIE ODRĘBNEJ OSOBOWOŚCI

      Ogromne znaczenie ma dla młodocianego, by go traktowano jako odrębną jednostkę. Charles R. Foster pisze w swej książce Psychology for Life Today (Psychologia na dzisiejszy użytek):

      „Wiadomo powszechnie, że istota ludzka pragnie czegoś więcej niż tylko jedzenia i spania. Chce być uznawana za osobę i mieć poczucie odnoszenia sukcesów”.

      „Z pewnością każdy czuje się lepiej i pracuje wydajniej, gdy mu się w czymś wiedzie i ma podstawy do przekonania, że jego miejsce w świecie się liczy. Większość uczonych badających zachowanie się jednostki w społeczeństwie uważa, że każdy człowiek ma jakieś niewykorzystane zdolności i potrafi coś wykonać dobrze, lepiej od innych; trzeba tylko wykryć te możliwości”.

      Dorastającego chłopca lub dziewczynę trzeba traktować jako osobę różną od wszystkich innych. Rodzice wiedzą, że nie ma dwojga jednakowych dzieci. Metody wychowania i karcenia, które dobrze skutkują u jednego dziecka, u drugiego mogą nie dawać efektów. Potwierdza się to zwłaszcza w wieku dojrzewania.

      Dlatego nie jest dobrze, gdy się porównuje jedno dziecko z drugim. Jeżeli czyjąś pracę zestawia się z cudzym lepszym osiągnięciem, nie wynika stąd zachęta, ale raczej uraza. (Zobacz też List 2 do Koryntian 10:12). Każdemu młodemu zależy na uznaniu ze względu na to, kim jest jako jednostka i co potrafi zrobić. Pragnie, by rodzice kochali go za jego cechy indywidualne, i liczy na okazywanie mu życzliwości. Z drugiej strony nie lubi, żeby się z nim pieszczono, ani nie chce być zawsze traktowany jak małe dziecko.

      KONSEKWENTNE WYTYCZNE

      Ponadto młodociani oczekują zaspokojenia potrzeby kierowania się stałymi, konsekwentnymi wskazówkami i instrukcjami. Wypowiadając się na ten temat kontradmirał James F. Calvert, komendant Akademii Morskiej Stanów Zjednoczonych i ojciec trojga dzieci, rzekł niedawno według doniesienia gazety The Detroit News:

      „Dzisiejsze podrostki więcej się dowiadują z telewizji niż uczą od nas. Przeciętny 15-latek spędza codziennie 20 minut na czytaniu, a dwie godziny na oglądaniu telewizji”.

      Calvert nadmienił o niedopisaniu rodziców, którzy nie potrafią wpoić dzieciom poczucia ‛obowiązkowości i dumy rodzinnej’, a następnie powiedział: „Bez dyscypliny nie może być mowy o elementarnym respekcie”. Przyrównał ludzkie zdyscyplinowanie do skorupki jajka. „Dopóki pozostaje nienaruszona”, dodał, „jest mocna i cieszy oko. Pęknięta lub zgnieciona, wkrótce całkiem się rozpada.

      „Młodzi ludzie nie przepadają za dyscypliną, ale jej bezwzględnie potrzebują. Ścisła kontrola ze strony rodziców rozwija u dzieci poczucie bezpieczeństwa”.

      Młodocianemu potrzebne jest to poczucie, wynikające z konsekwentnej dyscypliny. Może nie spodobają mu się niektóre normy i ograniczenia, ale chętnie zgodzi się z tym, że rodzice powinni się trzymać ustalonych wymagań. Chce wiedzieć, co mu wolno, a czego nie wolno. Jeżeli przepisy zmieniają się dzień w dzień zależnie od nastroju rodziców, ogarnia go zniechęcenie. Jezus radził: „Niech wasze słowo Tak oznacza: Tak; a wasze Nie: Nie” (Mat. 5:37, NW).

      Reguły postępowania i restrykcje można przyrównać do linii granicznych. Młodzieży trzeba jasno określić te granice, aby je łatwo mogła rozpoznać; potem chciałaby, żeby w obrębie tych granic mogła się czuć swobodnie i żeby jej zaufać. Pewien ojciec porównał to z sytuacją, w jakiej się znalazła jego rodzina przy wynajmowaniu domu:

      „Teren był zalesiony. Zaraz na początku zapytaliśmy o przebieg granicy. Następnie chcieliśmy wiedzieć, co nam wolno robić na parceli. Przecież tylko pod tym warunkiem mogliśmy tam spokojnie zamieszkać. Nietrudno sobie wyobrazić, jak zniechęceni i wręcz przygnębieni byśmy się czuli, gdyby właściciel na przykład co tydzień zmieniał wymagania. Zasada ta w równej mierze obowiązuje też przy ograniczeniach nałożonych kilkunastolatkom. Reguły postępowania powinny być rozsądne i konsekwentne. A potem należy obdarzyć ich zaufaniem i w obrębie tych granic dać im swobodę działania”.

      Przepisy nie muszą być zbyt rygorystyczne. Jakieś niecodzienne zdarzenie albo wyjątkowe okoliczności mogą wystarczająco uzasadnić uwzględnienie jakiejś specjalnej prośby.

      POMOC W OKREŚLANIU CELÓW ŻYCIOWYCH

      Młodzież oczekuje od rodziców między innymi pomocy w ustaleniu celów życiowych, w wyborze zawodu i zdobyciu niezbędnego świeckiego wykształcenia. Każdemu potrzebne jest przeświadczenie, że coś znaczy i że to, co robi, ma jakąś wartość. Powinien mieć podstawy do szanowania swojej godności osobistej.

      Rodzice okazują zainteresowanie przyszłością swych dorastających dzieci, pomagając im w wyborze odpowiedniego zawodu. Trzeba przy tym wziąć pod uwagę ich „dary”, uzdolnienia i zamiłowania. (Porównaj z tym List do Rzymian 12:6). Należy wytknąć cele, które są osiągalne. Nie każdy może wspiąć się na wybitną pozycję. W życiu dochodzi się do czegoś wtedy, gdy się stawia większe cele w miarę realizowania mniejszych.

      Wielka jest odpowiedzialność rodziców mających zapewnić młodemu człowiekowi wykształcenie, które by go przygotowało do sprostania problemom samodzielnego życia. Trzeba go do tego zaprawić i umożliwić mu nabycie kwalifikacji w jakimś zawodzie, aby potrafił zarobić na swoje utrzymanie (1 Tym. 5:8; Prz. 31:10, 19, 20). Nawet Jezus, choć miał wystąpić w roli Chrystusa, wyuczył się rzemiosła u swego opiekuna Józefa, tak iż był znany jako „syn cieśli” i „cieśla” (Mat. 13:55; Marka 6:3). Apostoł Paweł pracował na siebie i tych, którzy z nim byli, szyjąc namioty, bo taki miał zawód (Dzieje 18:1-4; 20:33, 34).

      Jeżeli dzieci mają w przyszłości stawić czoło trudnościom życiowym i sprostać obowiązkom ludzi dorosłych, to potrzeba im wsparcia i zachęty ze strony troskliwych rodziców, żeby nie zeszły na manowce. Nieraz wypadnie pomóc im przy odrabianiu lekcji. Czasami może ich ogarnąć nastrój rezygnacji. W takich chwilach rodzice potrafią dodać otuchy, jeśli rozumieją powód przygnębienia i otwarcie omówią z nimi daną sprawę. Kiedy ojciec lub matka od czasu do czasu pomagają przy trudniejszych zadaniach domowych, są w stanie lepiej pojąć, dlaczego ich pociecha zabiera się do lekcji z niechęcią, i mogą jej udzielić praktycznych rad. Niekiedy już samo to, że wyrozumiali rodzice poświęcają trochę czasu na omówienie problemu, okazuje się wystarczającym pokrzepieniem, które ułatwia przetrwanie kryzysu.

      PRAGNIENIE PRZYDATNOŚCI

      Pragnienie to prawdopodobnie ma największe znaczenie. Z tego właśnie powodu nawet maluchy zapytują niekiedy rodziców, czy może zostały adoptowane albo czy ich przyjście na świat było pożądane i czy w ogóle są chcianymi dziećmi. Oczekują zapewnień o miłości rodzicielskiej. Wszystkim nam bardzo zależy na przeświadczeniu, że jesteśmy potrzebni naszym najbliższym. Jeżeli rodzice dostrzegają potrzeby młodzieży i rozsądnie je zaspokajają, wzrasta radość i szczęście przeżywane w gronie rodzinnym.

  • Młodzi, czy zmierzacie do prawdziwego sukcesu?
    Strażnica — 1980 | nr 1
    • Młodzi, czy zmierzacie do prawdziwego sukcesu?

      PONAD sto lat temu pisarz amerykański R.W. Emerson podał młodym swój przepis na osiągnięcie sukcesu. Poradził im: „Zaprzęgnijcie do swego wozu gwiazdę”. Emerson miał na myśli, że powinni dążyć do wzniosłych celów. Aby jednak młody człowiek dopiął takich celów musi do nich konsekwentnie zmierzać, podejmując odpowiednie przygotowania w sposób zdyscyplinowany.

      Młodzi, czy macie już jakieś rozsądne plany na przyszłość? Mądrze jest nakreślić sobie szlachetne cele i konsekwentnie je realizować.

      Młodość to okres, w którym życie ma się jeszcze przed sobą. Człowiek jest stosunkowo niewiele obciążony poważnymi obowiązkami; żyje w oczekiwaniu na coraz większą miarę radości i szczęścia. Chłopcy i dziewczęta tryskają zdrowiem, są pełni energii, mają przed sobą promienne widoki.

      Niestety, znaczna część dzisiejszej młodzieży nie stawia sobie żadnego godnego celu w życiu. Zamiast tego szuka daremnie niezależności i oswobodzenia od odpowiedzialności, a nie znajdując innego wyjścia, rzuca się w wir narkomanii, przygodnych kontaktów seksualnych i innych szaleństw. Jest jednak rzeczą ważną, żeby nie pominąć rady: „Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Gal. 6:7, 8).

      UWZGLĘDNIANIE BOGA W SWYCH POCZYNANIACH

      W Piśmie Świętym powiedziano: „Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej, a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej. I chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga” (Kohel. 11:9a). A zatem Jehowa, nasz Stwórca, życzy sobie, by młodzi radowali się życiem. Nie odnosi się negatywnie do zainteresowań młodzieńczych ani nie potępia tego, co przemawia do młodych serc i oczu. Niemniej jednak młodzież powinna pamiętać, że ze swoich czynów będzie musiała zdać sprawę przed Bogiem.

      W Biblii czytamy dalej: „Lecz wiedz, że z tego wszystkiego [z obranego sposobu postępowania] będzie cię sądził Bóg! Więc usuń przygnębienie ze swego serca i oddal ból od twego ciała” (Kohel. 11:9b, 10a). Najwyższy wprawdzie przyznaje młodym ludziom wolność wyboru, ale nie zamierza chronić ich przed przykrymi skutkami podążania złą drogą.

      Ten sam pisarz biblijny dodaje jednak, iż „młodość i wiosna życia — to marność” (Kohel. 11:10b, Biblia poznańska). Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że człowiek nie pozostaje młodym na zawsze. Nawet w kwiecie wieku zdarza się ludziom zachorować i umrzeć. Kto o tym nie myśli zapewne nie robi mądrego użytku z tego, czym dysponuje; marnuje swoje siły i zdolności trybem życia, który w późniejszych latach, gdy już będzie dorosły, może go narazić na wiele przykrości.

      Cóż więc ma w tej sytuacji czynić dorastający chłopiec lub dziewczyna? Pismo Święte odpowiada: „Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości” (Kohel. 12:1). Nieustanne pamiętanie o Bogu będzie sprzyjać dobremu sprawowaniu się młodego, a w miarę upływu lat będzie się zacieśniać jego osobista więź z Jehową.

      „JARZMO” CHRZEŚCIJAŃSKIE

      Słowo Boże wskazuje, że energię młodzieńczą trzeba skierować ku mądrym celom życiowym. W przeciwnym razie siły te rozproszą się na bezsensowne dążenia i w końcu się zmarnują.

      Ludziom skołatanym Jezus dodał otuchy słowami: „Weźmijcie na siebie jarzmo moje i stańcie się moimi uczniami, bo jestem cichy i pokornego serca. A znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych. Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię moje lekkie” (Mat. 11:29, 30, Kowalski). Czyż nie jest to bezcenny przywilej: być uczniem Jezusa Chrystusa? Jak można by lepiej spożytkować swe lata młodzieńcze? Wymaga to wszakże zdecydowania się na poważny krok, na chrzest prawdziwie chrześcijański. Tylko pod tym warunkiem wolno uważać się za „ucznia” Jezusa.

      ODPOWIEDNIE WYKSZTAŁCENIE

      Jezus w młodym wieku nauczył się od swego opiekuna Józefa ciesielstwa (Marka 6:3). Dzisiaj młodzież chrześcijańska również stara się jak najlepiej spożytkować okres przeznaczony na zdobycie niezbędnego wykształcenia. Uczy się zawodu, aby potem, gdy dorosną umieć sobie zarobić na utrzymanie.

      Chrześcijanie nieraz już się przekonali, że rozsądnie jest skorzystać z możliwości, jakie daje szkolnictwo zawodowe ogólnie dostępne w miejscu zamieszkania. W szeregu krajów praktyczną wartość ma wykształcenie zdobyte na poziomie szkoły średniej.

      Liczne szkoły prócz nauczania ogólnych przedmiotów, takich jak matematyka, historia i język danego kraju, mają jeszcze w programie przygotowanie młodzieży w zakresie posługiwania się narzędziami i maszynami, stolarstwa, elektrotechniki, mechaniki samochodowej albo drukarstwa. Dziewczęta mogą się uczyć prowadzenia gospodarstwa, pisania na maszynie i innych umiejętności biurowych; mogą się przysposabiać do pracy przy lekarzach oraz w wielu innych ciekawych i pożytecznych dziedzinach, które są dziś dostępne dla kobiet.

      MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI

      Większość młodocianych staje pod koniec szkoły średniej jak gdyby na rozstajnych drogach. W tym czasie otwiera się przed nimi wiele możliwości wyboru.

      W takim punkcie zwrotnym młodzi uczynią dobrze, gdy przy podejmowaniu decyzji nie pominą kwestii służenia Jehowie. Ostatnie lata nauki dają wyborną sposobność opanowania umiejętności, które pozwolą znaleźć zatrudnienie pozostawiające czas na głoszenie i wychowywanie uczniów — a więc na pracę, którą wykonywał Jezus (Mat. 24:14, Kowalski; Mat. 28:19, 20).

      SIANIE „Z UWAGI NA DUCHA”

      Młodzi, czy swoją przyszłość wiążecie ze sprawami Królestwa Bożego, czy też raczej z zainteresowaniami świeckimi? Przeciwstawne cele prowadzą do krańcowo różnych rezultatów (1 Jana 2:15-17). Jezus jasno wykazał, że nie można służyć dwom panom (Mat. 6:24). Mądra młodzież lgnie sercem do Jehowy Boga. Nieustannie wzmacnia swoją osobistą więź z Bogiem. Młodzi chrześcijanie nie tylko głoszą regularnie „dobrą nowinę o królestwie”, ale też dają posłuch biblijnej radzie: „Nie zapominajcie czynić dobrze i dzielić się z innymi, bo w takich ofiarach Bóg ma upodobanie” (Hebr. 13:16, Kowalski; porównaj z tym List Jakuba 1:26, 27).

      Grzeszne skłonności podsuwają wszystkim ludziom samolubne i materialistyczne pragnienia, a tu w tym wieku trzeba prócz tego ciągle walczyć z tym, co w Piśmie Świętym nazwano „młodzieńczymi pożądaniami” (2 Tym. 2:22). Niejeden bez zastanowienia popełnił „grzechy młodości”, których w późniejszych latach przyszło mu gorzko żałować (Ps. 25:7, NP).

      Młodzi, stanowczo wystrzegajcie się błędów, które mogą zrujnować waszą przyszłość! Kto chce się wyszumieć w przypadkowych stosunkach cielesnych, zażywaniu narkotyków i innych postaciach rozpasania, ten w późniejszych latach może zbierać tragiczne żniwo. Na własnej skórze boleśnie odczuje, jak prawdziwe są natchnione słowa: „Kto bowiem sieje z uwagi na swe ciało, z ciała będzie żąć zepsucie” (Gal. 6:8a, NW).

      Czy nie lepiej zabiegać o mocną więź z Bogiem i zborem chrześcijańskim? Wtedy z radością się przekonacie, że „kto sieje z uwagi na ducha, z ducha żąć będzie życie wiecznotrwałe” (Gal. 6:8b, NW).

      Młodzi ludzie, którzy dają wiarę tym prawdom biblijnym, będą się wystrzegać wszelkich sytuacji mogących prowadzić do nieczystości lub rozpusty (1 Kor. 6:18). Jeżeli chcą się podobać Bogu, to muszą szukać towarzystwa osób, które ich będą utwierdzać w zbożnym postępowaniu. „Ucho posłuszne zbawiennej radzie pomiędzy mędrcami przebywa” (Prz. 15:31). Czy szukasz towarzystwa ludzi, którzy przejawiają mądrość zstępującą z góry? (Jak. 3:17, 18). Słowo Boże oznajmia: „Towarzysz głupców poniesie szkodę” (Prz. 13:20). Czy tryb waszego życia dowodzi, że temu wierzycie?

      Młodzież bojąca się Boga stosuje się posłusznie do nakazów z Pisma Świętego: „Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim”; oraz: „Niech nikt z was nie cierpi jako morderca lub złodziej, jako złoczyńca lub ten, który do nie swoich spraw się miesza” (Rzym. 13:1, NP; 1 Piotra 4:15, Kowalski). Podporządkowanie się „władzom zwierzchnim” oznacza respektowanie prawa pod każdym względem, a więc także przestrzeganie przepisów ruchu drogowego.

      Czy żyjecie w zgodzie z tymi wytycznymi nakreślonymi w Słowie Bożym? Młodzi, którzy naprawdę chcą mieć powodzenie, zawsze zważają na natchnioną radę: „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor. 10:31).

  • Z seminarium do służby pionierskiej
    Strażnica — 1980 | nr 1
    • Z seminarium do służby pionierskiej

      „Pochodzę z typowo katolickiej rodziny i miałem zostać księdzem. W seminarium złożyliśmy ślubowanie czystości, ubóstwa i pokory, ale zauważyłem, że to niewiele znaczyło i że niejeden uprawiał homoseksualizm. Próbowano i mnie do tego wciągnąć, a wtedy wystąpiłem z seminarium. Później pozwoliłem sobie na bardzo rozwiązłe życie. Mieszkałem w kraju latynoamerykańskim, gdzie łatwo było zostać przemytnikiem narkotyków, alkoholu, tytoniu i broni. Kilka razy znalazłem się w więzieniu. Na koniec w Puerto Rico otworzyłem interes i próbowałem zmienić tryb życia, ale wskutek pijaństwa zbankrutowałem. Krańcowo wyniszczony, zacząłem wreszcie wołać do Boga o ratunek. Poprosiłem też o pomoc pewnego zielonoświątkowca, ale ten powiedział mi tylko, żebym poszedł do ich kościoła i przyjął ducha świętego.

      „Potem otwarłem inny zakład i znalazłem człowieka, który zgodził się u mnie pracować. Zagadnąłem go o religię, a on powiedział, iż jest Świadkiem Jehowy. Z miejsca poprosiłem, żeby czytał ze mną Pismo Święte. Przyszedł do mnie jednej niedzieli i studiowaliśmy od drugiej do piątej po południu. Zastrzegłem sobie, by mnie nie zapraszał do swego kościoła. Nie interesowały mnie kościoły. Obiecał uszanować moje życzenie. Tego samego popołudnia jeszcze raz zabrałem się do czytania książki, którą zaczęliśmy wspólnie studiować, i skończyłem ją o północy. Następnego dnia, gdy ów Świadek przyszedł do pracy, zapytałem, czy jednak nie zabrałby mnie na swoje nabożeństwo. Oczywiście był zaskoczony, ale mu powiedziałem, że przeczytałem tę książkę i chcę pójść się przekonać, czy to wszystko jest prawdą. Udałem się na zebranie, które wywarło na mnie wielkie wrażenie. Po powrocie do domu kazałem żonie przygotować czysty, porządny garnitur, ponieważ chciałem się tam znowu pokazać, ale tak ubrany, jak inni. (...) Obecnie moje przedsiębiorstwo rozwija się dobrze, spłaciłem długi, jestem pionierem pomocniczym i dzień w dzień opowiadam innym o Królestwie Bożym, a planuję wstąpienie do stałej pracy pionierskiej. (Materiał nadesłany).

Publikacje w języku polskim (1960-2026)
Wyloguj
Zaloguj
  • polski
  • Udostępnij
  • Ustawienia
  • Copyright © 2025 Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania
  • Warunki użytkowania
  • Polityka prywatności
  • Ustawienia prywatności
  • JW.ORG
  • Zaloguj
Udostępnij