Co o tym sądzić?
PODRĘCZNIKI I WYPOSAŻENIE DLA SAMOBÓJCÓW
Brytyjskie stowarzyszenie dobrowolnej eutanazji Exit i jego amerykański odpowiednik Hemlock opublikowały przewodniki dla samobójców. W podręcznikach tych omówiono dokładnie działanie wielu narkotyków i trucizn, sposób ich dawkowania oraz gdzie je można dostać. Założyciel i dyrektor Hemlocka, Derek Humphry, orzekł: „Książka nasza cieszy się wielkim popytem”. Twierdzi on, że wśród około 60 000 Amerykanów popełniających co roku samobójstwo „wielu jest zrozpaczonych i beznadziejnie chorych, którzy odbierają sobie życie niepotrzebnie okropnymi sposobami. Inni podejmują takie próby i strasznie się przy tym okaleczają”. Jak poinformowała policja, dwóch członków stowarzyszenia Exit, których oskarżono o udzielenie pomocy w samobójstwie siedmiu osobom, przyznało się jedynie, że pomagali ludziom, aby „nie spartaczyli swego samobójstwa”.
Czy taka działalność naprawdę jest pomocą dla „zrozpaczonych i beznadziejnie chorych”? Bynajmniej. Nie mając żadnej nadziei, sporo ludzi uważa swe życie za pozbawione sensu, bezwartościowe, wobec czego też gotowi są bez żalu je stracić. Jednakże z Biblii wynika, że Bóg uważa życie za coś drogocennego. Daje też ludzkości nadzieję powrotu do zdrowia (Izaj. 33:24). Ileż lepiej byłoby dla tych desperatów, gdyby ich raczej poinformowano o czasach, gdy „nie będzie już śmierci, nie będzie też żałoby ani krzyku, ani bólu”! (Obj. 21:4).
ANALIZA PRZEŻYĆ „POZAGROBOWYCH”
Ronald Siegel, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, zajął się dokładną analizą zagadnienia tak zwanych przeżyć „pozagrobowych”. Czasopismo „Psychology Today” podaje na ten temat: „Siegel jako wybitny ekspert z dziedziny halucynacji wykazuje, że treść tego, co opowiadają umierający, właściwie pokrywa się z opisami pochodzącymi od osób doznających halucynacji pod działaniem narkotyków lub z innych powodów. (...) [Twierdzenia], jakoby pacjenci umierający mieli pewien wgląd w życie pozagrobowe, nie mają przekonującego oparcia w dowodach”. W końcowych słowach obszernego artykułu na ten temat Siegel podsumowuje: „W wyniku omówionych tutaj badań zaczęliśmy pojmować charakter tych ‛pozagrobowych’ doznań; są to halucynacje, które się kształtują na podstawie wyobrażeń nagromadzonych w mózgu”.
Odkrycia te harmonizują z biblijnym opisem śmierci. Wynika stąd wyraźnie, że po śmierci nie ma świadomości i że dusza umiera (Ps. 146:4; Kazn. 9:5, 10; Ezech. 18:4, 20). Z całą pewnością znaczną większość takich przeżyć należy traktować jako zwykłe halucynacje. Niektóre z nich mogą być jednak wywoływane przez nadprzyrodzone moce usiłujące podtrzymać kłamstwo, iż człowiek w gruncie rzeczy nie umiera. Owe ponadludzkie „demony” mogą ludziom przekazywać informacje, których nie uzyskaliby normalną drogą (Dzieje 16:16; 2 Kor. 4:4; 11:14).
ŻADNEGO POCIESZENIA DLA POSZKODOWANYCH WSKUTEK TRZĘSIENIA ZIEMI
Kiedy w listopadzie roku 1980 nawiedziło południowe Włochy najbardziej gwałtowne trzęsienie ziemi, jakie się w Europie zdarzyło w ostatnich czasach, śmierć poniosło ponad 3000 osób. Kilkadziesiąt zginęło w wiosce Balvano, gdy pod koniec nieszporów zawalił się na nich miejscowy kościół. A jakiego pocieszenia duchowego udzielił owieczkom ksiądz z tamtejszej parafii? Podobno krzyczał: „Nie wiem, dlaczego nas to spotkało!” Powiedział też: „Jak mam wytłumaczyć tym ludziom, że Bóg postanowił zabrać ich umiłowanych podczas nabożeństwa?”
Jednakże to, co się zdarzyło, daje się wyjaśnić; istnieje też możność przyniesienia pociechy. Nawet z katolickiej „Biblii Tysiąclecia” możemy się dowiedzieć, co nasz „Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu”, ma do powiedzenia ludziom, którzy podczas tej katastrofy utracili swoich bliskich. To nie Bóg ‛zabrał ich umiłowanych’, ale raczej „czas i przypadek rządzi wszystkimi (...), i [są] tak jak ptaki w sidła schwytane. Jak one, tak uwikłani zostają ludzie w złej chwili, gdy spadnie na nich znienacka”. Wiedząc o tym, pogrążeni w smutku krewni i przyjaciele mogą zaczerpnąć otuchy z pokrzepiającej obietnicy Jezusa: „Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego” i wyjdą stamtąd z radością, gdyż otworzy się przed nimi możliwość szczęśliwej przyszłości (2 Kor. 1:3, 4; Kohel. 9:11, 12; Jana 5:28, 29).
NAUKOWCY A OSZUSTWO
W artykule nadesłanym do czasopisma „American Laboratory” biochemik Donald F. Calbreath, będący jednocześnie doktorem filozofii, wskazał na trzy sposoby, którymi ewolucjoniści wprowadzają ludzi w błąd. Po pierwsze zwalcza się nauczanie kreacjonizmu w szkołach pod pretekstem, że jest to pogląd religijny. „Tymczasem świecki humanizm, który panuje w szkołach oraz na kursach pedagogicznych”, zaznacza autor, „tak samo należy uznać za religię. (...) Oba kierunki myślenia wykazują pewne obszary nie dające się zgłębić jedynie za pomocą badań naukowych i dlatego przyjęcie zasad któregokolwiek z nich w pewnym stopniu wymaga wiary”.
Mimo to, jak pisze Calbreath, „dziecku [szkolnemu] nie wyjaśnia się, że ewolucja jest teorią. Ledwo uchwytne tendencyjne wzmianki przewiduje program nauczania już na poziomie drugiej klasy (jak to wynika z podręczników, z których się uczą moje dzieci). O ewolucji mówi się jako o rzeczywistości, a nie hipotezie, którą by można kwestionować”.
Po trzecie usiłuje się „narzucić wrażenie, jak gdyby spór toczył się między naukowcami, którzy obstają przy ewolucji, a wyznawcami kreacjonizmu, nie mającymi do czynienia z nauką”. Zdaniem autora jest to „chwyt poniżej pasa”. Dlaczego? Ponieważ „zastrzeżenia do ewolucjonizmu w dużej mierze zgłaszają uczeni, ludzie z tytułami naukowymi i obeznani z metodologią, którzy odrzucają ewolucję w oparciu o wiedzę, jaką zdołali posiąść. (...) Jeżeli wykwalifikowani naukowcy nie zgadzają się z teorią ewolucji i przytaczają poważne argumenty na poparcie swego stanowiska, to ich rozumowanie może przecież mieć pewną wartość”.